przegląd prasy

Przegląd prasy cyfrowej 08-14.05

Wydanie pornograficzne, rozszerzone (ale SFW - Safe for work).

Gdybym nagrywał to na YouTube, to pewnie martwiłbym się że dzisiejsze wydanie zostanie ukryte przez algorytm, bo treść nie pasuje do sprzedawania skarpetek.

Ale w newsletterach nie ma algorytmu, więc zamiast skarpetek:

Mimo poruszanych wrażliwych tematów w prasówce nie ma drastycznych i pornograficznych treści. Można czytać w pracy i pociągu. :-)

Ochrona wizerunku a deepfake

W kwestii ochrony wizerunku są różne podejścia, od paranoicznego zalepiania każdej kamerki (nawet tej we własnym smartfonie) po kompletną obojętność i wrzucanie zdjęć swojej twarzy gdzie popadnie. Do niedawna kontrola nad własnym wizerunkiem była trochę prostsza a manipulowanie tym wizerunkiem mogło dotykać głównie osoby publiczne. Pierwsze deepfake zostały stworzone w dużej mierze po to by tworzyć pornografię z celebrytami. Wymagało to jednak sporego zaplecza technicznego i umiejętności. Teraz ta technologia jest dużo łatwiejsza w obsłudze i wykorzystywana również przez scamerów.

Pornografia z pociechą

W Guardianie przeczytacie tekst o tym jak wizerunek dzieci, umieszczany jedną ze szkół średnich w mediach antyspołecznościowych, był wykorzystany do tworzenia pornografii dziecięcej (CSAM). Nie chodziło tu jednak o tworzenie materiałów po to by publikować je na forach dla pedofili, celem był szantaż i wyłudzenie pieniędzy od szkoły by ich nie publikować.

O ile wykorzystanie AI jest tu pewną nowością to sama metoda już nie. Czasem scamerzy blefują wysyłając maile o tym, że rzekomo przejęli dostęp do kamerki internetowej a czasami polują na ofiary, które rozpoczną internetowy romans. Gdy zdobędą zaufanie i otrzymają od „swojego partnera” nagie zdjęcia - romans się kończy a zaczyna się szantaż i nękanie. W innym przypadku - grożą - zdjęcia trafią do wszystkich twoich znajomych.

Kto to robi?

Jest w tym też pigułka trudna do przełknięcia. Często tego rodzaju procederem zajmują się całe gangi z Nigerii i innych biednych regionów świata gdzie aparat państwa jest słaby - a wyłudzone złotówki, funty i dolary są na wagę złota. Jest o tym (raczej średni) film dokumentalny Sakawa, gdzie gang z Ghany - wydobywa dyski z elektrośmieci by zdobyć informacje o bogatych ofiarach i je szantażować. Ofiarami nie są tylko „biali, bogaci, z zachodu” bo proceder jest rozpowszechniony również w Chinach gdzie znajdują się łowcy i ofiary. Skala jest na tyle duża, że scamowy biznes jest połączony z handlem ludźmi.

Link (bez paywalla, CSAM tworzony przez AI używany do szantażowania szkół w UK): https://www.theguardian.com/technology/2026/may/08/uk-schools-remove-pupils-photos-online-ai-blackmail-threat-grows

Link (bez paywalla, Chiny i Birma - egzekucje i gangi scamerów): https://www.bbc.com/news/articles/cx2gdrvy9gjo

Link do Filmwebu, film Sakawa (proceder ciekawy ale film naprawdę jest średni): https://www.filmweb.pl/film/Sakawa-2018-836854

Kiedyś byłem gwiazdą porno

W podobnym czasie pojawił się artykuł w Wired o tym co się dzieje gdy twórczynie i twórcy treści na OnlyFans kończą karierę. Temat o tyle ciekawy, że niczym na YouTubie mamy tu tylko niewielką grupę, która odniosła spektakularny sukces finansowy i przechodzi na przedwczesną emeryturę.

No więc okazuje się, że rzeczywistość jest miażdżąca i choć nie zgadzam się z sloganem, że w internecie nic nie ginie (bo ginie i to całkiem sporo) to akurat pornografia jest często archiwizowana i udostępniana na pirackich stronach, które serwery mają w krajach które mają za nic prawo do własności intelektualnej. Z jakiegoś też powodu branża porno jest pełna zwyroli, którzy będą stalkować, nękać i chodzić za innymi po sieci - rozrzucając twoje stare sekstaśmy.

Oczywiście część osób powie, że to koszt uczestnictwa w tej branży. Osobiście się z tym nie zgadzam z tym podejściem i jest to fundamentalna niezgoda. To że coś się daje przewidzieć (ale nie wszyscy mają takie zaplecze by to zrobić) i to, że nie jesteśmy czemuś zapobiec nie oznacza, że powinniśmy traktować to jako naturalny koszt. Z jakiegoś powodu w temacie powyżej, choć cięższym gatunkowo, nie godzimy się z tym że wrzucenie zdjęcia dziecka do internetu = tworzenie CSAMu z nim. A gdy tak się dzieje to próbujemy (udolnie lub nie) ścigać ludzi, którzy to robią.

O tym, że kariera w internecie może ugryźć w tyłek wiadomo od dawna. Niektórzy o tym już wiedzą, na przykład influencerki które w przeszłości pracowały na seks kamerkach - a część osób dopiero czeka to odkrycie. Zarabianie na Onlyfans uważam za nieetyczne tak samo jak zarabianie na hazardzie, papierosach i alkoholu. Ale mój system moralny buntuje się też przeciwko miliarderom noszącym zegarki w cenie kawalerek w Warszawie.

A wykraczając z przestrzeni opinii - chciałbym zwrócić uwagę, że w Unii Europejskiej istnieje prawo do bycia zapomnianym. Działa to koślawo i pomoże jeśli chcemy usunąć zdjęcie gdzie robimy głupią minę a w sytuacji gdy stajemy się viralem. Ale jest. Możemy próbować - o ile nie będą nas próbować prześladować internetowi psychopaci, to jest duża szansa że sobie poradzimy.

Link (paywall): https://www.wired.com/story/onlyfans-creators-retiring-right-to-be-forgotten/

Wystartowała europejska sieć społecznościowa „W Social”

A tak naprawdę, to jest to przerobiony trochę BlueSky. Z tą różnicą, że serwery mają stać w Unii Europejskiej a użytkownicy będą identyfikowani za pomocą specjalnej aplikacji, którą będzie trzeba zeskanować swój paszport (lub dowód osobisty?).

Nie rozumiem jaki będzie sens korzystania z W Social jeśli będzie można wchodzić w interakcje z tą siecią za pośrednictwem BlueSky, bez skanowania dokumentów. Ale zamiast zdawać się na moją intuicję lepiej przeczytać dość krytyczną recenzję. Zwłaszcza, że z początku autorzy ukrywali powiązanie z BlueSky i jego protokołem AT Proto, który będzie pozwalał na interakcje między tymi dwiema platformami.

Link (bez paywalla, uwaga blog nerdki z Mastodona): https://blog.elenarossini.com/w-social-uncovered-the-reality-behind-the-hype/

Jednocześnie z okazji Dnia Europy W Social opublikowało mapkę z danymi na temat aktywności polityków na platformach społecznościowych. Sprawdzano czy polityk jest lub był aktywny na Xie i czy jest w „W Social/AT proto”. Ponieważ dopiero ruszyły zamknięte testy tej sieci jest to zabawna forma sprawdzenia czy polityk ma konto na BlueSky (i sugerowanie, że jest na W Social).

Sprawdziłem dane dla Polski no i są kardynalne błędy. Jako jedyny aktywny na AT proto wskazany jest premier Tusk (nie postujący tam od 5 miesięcy). Pierwszy z brzegu poseł Bliźniuk, który ostatni post wrzucił zaledwie 3 miesiące temu też powinien w takim razie znaleźć się na tej liście. Nie ma go jednak na liście parlamentarzystów, jest za to Jan Maria Rokita. Dalej nie sprawdzam.

Link (bez paywalla, strona z danymi dot. Polski): https://europetalking.wsocial.news/country/PL

Jak zabezpieczyć Bitwę pod Grunwaldem i wino

Anglojęzyczne wydanie El Pais pisze o firmie Pukkart, która oferuje wystawianie certyfikatów autentyczności dziełom sztuki. Zabezpieczone rzeźby i obrazy poza certyfikatem mają mieć też kod QR z informacją nie tylko o autorze ale i kolejnych posiadaczach. I wszystko ma zostać zapisane na blockchainie!

O ile pomysł na certyfikowanie i cyfrowe podpisywanie sztuki jest ciekawy o tyle sprzedawanie tego jako innowacji w blockchainie każe mi przypuszczać, że projekt wystartował kilka modnych tematów temu. Jednocześnie przeglądając stronę internetową nie mam pewności skąd mamy mieć pewność że jest to rozwiązanie które będzie działać za 20 lat. Cóż dziennikarze nie zadają tego pytania.

Abonamencik roczny na certyfikowanie prac to 600 euro a firma chce rozszerzyć swoją działalność i certyfikować też wina i inne produkty luksusowe.

Link (strona Pukkart): https://www.pukkart.com/

Link (bez paywalla, El Pais): https://english.elpais.com/culture/2026-05-07/pukkart-the-tech-guardian-against-fraud-in-works-of-art.html

Robisz literówki = jesteś CEO

Powstała aplikacja, która zamieni ładnego maila w jednozdaniowy bełkot. Suwakiem przeciąganym w prawo możemy zamienić dobrze napisanego maila w coś co stylem trochę przypomina wiadomości Epstina. Czyli połączenie nonszalancji ze stylem pisania po udarze. Są też opcje pośrednie, które uczłowieczają maila i dodają literówki, psują nieco gramatykę. Wszystko byle nie brzmieć jak perfekcyjny ChatGPT.

Autor aplikacji Sinceerly chwali się, że napisał do pięciu CEO i czterech odpowiedziało, co jest raczej niespotykane, bo osoby na tych pozycjach zwykle nie odpowiadają nieznajomym na maile (albo nigdy nie próbowaliśmy). Na stronie wtyczki jest więcej szczegółów:

Of those replies, each was under 10 words. 2 replies had typos. One reply called me Larry (my name is Ben).

Ważniejsze wydaje się jednak, że mamy potrzebę autentyczności i wszędzie czujemy AI tak bardzo, że lepiej napisać maila z błędami niż idealnie wygładzoną wiadomość. Z drugiej strony, czy zwykły pracownik może pozwolić sobie na styl pisania CEO?

Link (bez paywalla, El Pais): https://english.elpais.com/technology/2026-05-05/typos-as-a-symbol-of-prestige-how-to-write-so-it-doesnt-sound-like-ai.html

Link do wtyczki: https://sinceerly.com/

Krótka piłka: