archeologia cyfrowa

Humor z 2001 roku

Opowieść o czasach gdy memy były nazywane śmiesznymi obrazkami.

Cześć, do archiwum Internetu zapisało się już 100 osób! Serdecznie dziękuję i zapraszam do czytania o tym co bawiło w 2001 roku :-), dziś odcinek bogato przeplatany multimediami.

Jak korzystano z internetu 26 lat temu

Początek lat dwutysięcznych upływał pod znakiem komputeryzacji, domowy PCet był jeszcze symbolem luksusu ale już takiego, który jest w zasięgu. Ku rozpaczy starszych użytkowników sieci Telekomunikacja Polska rozpoczęła upowszechnianie dostępu do Internetu wprowadzając usługę znaną pod nazwą Neostrada. Nazwa lekko inspirowana filmem Matrix była równie nowoczesna jak produkt czyli nielimitowany dostęp do sieci.

W czasach drogiego ale popularyzującego się Internetu użytkownicy mieli też inne zwyczaje. Ponieważ prawie nikt nie był podpięty cały czas, włączano się z konkretnym planem. Domyślnym zwyczajem było pobranie korespondencji na dysk, rozłączenie się z internetem następnie przygotowanie odpowiedzi, włączenie się znowu i wysyłka. Pierwsze internetowe żarty były więc skoncentrowane wokół poczty elektronicznej, e-mail i grupy dyskusyjne dla większości osób był podstawową formą okna na świat.

Humor internetu z lat 2001-2005

Jednymi z pierwszych oznak humoru z jakimi się zetknąłem były łańcuszki mailowe. Odbierali je moi rodzice, zwykle od znajomych pracujących w budżetówce. Śmieszne obrazki były przekazywane dziesiątkom osób, najczęściej jednym mailem do wszystkich. Jako załączniki lądowały też prezentacje PowerPoint, które głosiły życiowe mądrości (że kiedyś dzieci jeździły na rowerach bez kasków ale wszystkie przeżyły, a teraz Nokia 3310 i rozpusta!).

I większość z tych rzeczy pewnie byłaby całkowicie zapomniana, gdyby nie strona, która kolekcjonowała to wszystko. Koło 2002 roku dzięki kuzynowi dowiedziałem się o stronie fun.from.hell.pl

fun.from.hell.pl to bardziej repozytorium niż strona internetowa, jak widać na załączonym obrazku - kilka folderów, po których można było się przemieszczać. Każdy rok miał swój folder a w nim dziesiątki katalogów z konkretną datą. Były to śmieszne obrazki znalezione danego dnia w sieci. Dzięki temu nie tylko mamy dostęp do starych grafik i żartów - ale wszystko jest też skrupulatnie uporządkowane chronologicznie.

Piekielnie ostry humor

No więc co znajdowało się w środku? Humorek internetowy z lat dwutysięcznych był prosty ale nie umykał mu kontekst aktualnych wydarzeń społecznych i politycznych. Tak więc w jednym z folderów znalazły się pliki świadczące o tym, że to nie była halucynacja i Małyszomania była czymś realnym. Jedną z grafik nich załączam poniżej:

Grafiki z tych lat to zachłyśnięcie się niedostępną tak szeroko wcześniej fotomanipulacją i przerabianiem zdjeć. Wizerunek więc kota z doklejonym papierosem był już sam w sobie prawdziwą wyżyną humoru, wklejony Adam Małysz na tle myśliwca był jednym z przejawów tej nowej fantazji. Ale jeśli o społecznym kontekście mowa to pierwsze przeróbki dotyczące ataku na World Trade Center znalazłem w folderze z 19 września czyli 8 dni po wydarzeniach.

Niektóre z grafik nie nadają się do publikacji, jak można się domyślić były to obrazki, które dobrze obrazowałym wrażliwość epoki.

Na porządku dziennym był pełen przegląd od rasizmu po seksizm z dodatkiem homofobii, wszystko co może dziś nam się kojarzyć z humorem pijanego wuja. A obrazek przedstawiający gejowski stosunek seksualny z doklejonymi głowami Bin Ladena i Busha chyba przebija nawet najbardziej pijanych współczesnych wujów. No ale były też inne treści.

Nie tylko polityką człowiek żyje

Na szczęście w humorze udostępnianym na fun.form.hell.pl było też coś bardziej subtelnego. Od zdjęć wspomnianych wcześniej zwierzątkek po zabawne reklamy skany rachunków i ogłoszeń. Z jakiegoś powodu jednak w tamtym czasie produkowano sporo memów z dziećmi. Coś co prawie zanikło w sieciowej kulturze i dobrze oddaje infantylność humoru tamtego czasu.

Gdybym miał snuć przypuszczenia, to być może jest to kwestia wyższej dzietności w tamtych latach? A może po prostu doszliśmy do tego momentu, w którym stwierdziliśmy że bobasy jednak nie są śmieszne?

Z pewnością dużą częścią żartów był tzw. humor biurowy. I tutaj znajdowały się już nieśmiertelne klasyki. Od wesołych sposobów na sen w pracy po klasyk, który czasami jeszcze można spotkać w małych zakładach (od szewca po zakład wulkanizacyjny).

Bądźmy łagodni?

Kiedyś byłem pewien, że dla humoru też jest jakiś zeitgeist i to dlatego śmialiśmy się z rzeczy, które dziś nie są uznawane za śmieszne. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że dziś nie śmieszy „zupka chińska z radomia” w wykonaniu Kabaretu Ani Mru Mru?

Mimo tego, że humor z tamtych czasów był przaśny to chciałem myśleć, że mogę patrzeć na niego bez uprzedzeń, w końcu to tylko śmieszne obrazki sprzed 25 lat. A później zacząłęm przeglądać działającą do dziś stronę fun.from.hell.pl i wszystko było tak fatalne, że żadne wymyślanie zeitgeistu tego nie usprawiedliwi. Internetowy humor z tamtych czasów, to może być już tylko post-memizm lub humor ironiczny i abstrakcyjny.

Suplement:

Humor wokół miejsca pracy to nic nowego. W ramach małego kącika kulturalnego polecam film krótkometrażowy, 10 minutową komedię pt. film o sztuce biurowej z 1975 roku Juliana Antonisza. Monty Python się chowa i klęka przed naszym Antoniszem.

Post Scriptum:

Dwa tygodnie temu pisałem, że rozpoczynam mały odwyk od przyspieszania nagrań, odcinania się słuchawkami od otoczenia wychodząc z domu. Nie mam do zaraportowania nic poza tym, że trzymam się tego postanowienia. Z wielu godzin podcastów słuchanych codziennie zredukowałem słuchanie niemal do zera.

Do kosza poszły wszystkie rozmowy z politykami. Strat nie stwierdzono.